Historia krakowskiej fabryki tytoniu – od Habsburgów do Tytano

Kraków to miasto, które od zawsze żyło nie tylko historią, ale i pracą. Kamienne ulice pamiętają kroki rzemieślników, gwar jarmarków i cechów, gdzie kształtowało się bogactwo miasta. W XIX wieku, gdy Kraków był częścią Monarchii Austro-Węgierskiej, krajobraz przemysłowy zmieniał się z każdą dekadą. To właśnie wtedy powstał jeden z najważniejszych i najbardziej dochodowych zakładów państwa Habsburgów – Cesarsko-Królewska Fabryka Tytoniu przy ulicy Dolnych Młynów, pisze krakow-name.eu.

Stała się ona symbolem modernizacji, a jednocześnie częścią surowej polityki gospodarczej Wiednia. Tysiące robotników codziennie przekształcało liście tytoniu w towar, który trafiał daleko poza granice Galicji. A dla Krakowa fabryka ta była jednocześnie dumą i przypomnieniem, że wielkie zyski to także ogromna odpowiedzialność.

Produkcja tytoniu w Polsce

Początkowo przedsiębiorstwo działało pod austriackim herbem i nosiło dumną nazwę – Kaiserliche Koenigliche Tabakfabrik. Otwarto je w 1876 roku, aby zaopatrywać w tytoń licznych żołnierzy służących w koszarach i umocnieniach Twierdzy Kraków. Austriacy wiedzieli, że papieros dla żołnierza to niemal część ekwipunku, więc dostawy musiały być nieprzerwane. W Małopolsce działało wówczas kilka fabryk tytoniu, ale wojna obeszła się z nimi okrutnie. Ostrzały i pożary zamieniły je w ruiny, więc z dawnej chwały przemysłowej pozostały tylko wspomnienia i ceglane szkielety. Na tym tle krakowska fabryka jawiła się jako prawdziwy strategiczny skarb – działająca, wydajna i potrzebna.

Już za czasów Habsburgów, gdy Galicja była jedynie fragmentem wielkiej austro-węgierskiej układanki, nad miastami unosił się aromat świeżo suszonego tytoniu z Cesarsko-Królewskich Fabryk Tytoniu. Były to nie tylko zakłady produkcyjne, ale prawdziwe „płuca ekonomiczne” imperium: z taśm produkcyjnych schodziły miliony papierosów i cygar, a wraz z nimi – strumienie pieniędzy z akcyzy do wiedeńskiego skarbca. Wszystko to w ramach surowego monopolu państwowego, gdzie każdy papieros był pod kontrolą monarchii. Dla ziem polskich taka fabryka była zarówno błogosławieństwem, jak i swoistą złotą klatką.

Z jednej strony gwarantowała tysiącom pracowników stabilne zatrudnienie, napędzała transport, handel, a nawet modę, bo w miejskich kawiarniach papieros stał się symbolem nowoczesności. Z drugiej strony, zyski płynęły nie do lokalnego budżetu, a do Wiednia, pozostawiając Polaków raczej w roli konsumentów niż beneficjentów. Dopiero gdy po I wojnie światowej Polska odzyskała niepodległość, dawne cesarskie fabryki stały się fundamentem własnego monopolu tytoniowego. Już nie z podwójną koroną w herbie, lecz z orłem.

Fabryka, która widziała imperia

Na początku XX wieku przedsiębiorstwo to stało się sercem przemysłowego Krakowa – największym zakładem w mieście, zatrudniającym ponad 1000 osób, w tym aż 900 kobiet. Każdego ranka do jego bram ściągali ludzie z okolic, pełni nadziei na znalezienie pracy lub chociaż dorywczego zajęcia. Atmosferę tamtych czasów barwnie opisał w książce „Ulica Gołębia” Kornel Filipowicz. Przedstawił, jak duszący aromat tytoniu otulał ulice, a w dniu wypłaty przed szeroką bramą gromadził się barwny tłum: od matek z dziećmi po wierzycieli, sprzedawców i dziewczęta marzące o kinie i wieczornym spacerze z kawalerem. Syrena ogłaszała koniec zmiany, a z bram wychodzili robotnicy z pieniędzmi – główni bohaterowie małej miejskiej gospodarki.

Fabryka płaciła hojnie: zarobki były tam wyższe niż w większości branż, a z biegiem lat pracownicy otrzymywali premie sięgające nawet 50% pensji. Warto wspomnieć, że w celu zapewnienia optymalnych warunków przechowywania tytoniu i komfortu pracowników, fabrykę wyposażono w systemy wentylacyjne, które utrzymywały odpowiednią wilgotność i temperaturę. Było to kluczowe dla jakości surowca. W zakładzie wykorzystywano również maszyny parowe do napędzania mechanizmów i linii produkcyjnych. Energia parowa zapewniała automatyzację procesów produkcji papierosów i cygar.

Krakowski dym

Na początku XX wieku fabryka wdrożyła automatyczne maszyny do zwijania papierosów, co znacznie podniosło jakość produkcji. Do transportu tytoniu po halach fabrycznych zainstalowano wewnętrzne przenośniki. W 1928 roku pod względem wielkości produkcji krakowska fabryka ustępowała jedynie fabryce w Grodnie, ale pod względem wartości produkcji pozostawała w czołówce. Kierownictwo Polskiego Monopolu Tytoniowego w 1929 roku podkreślało, że to właśnie w krakowskim zakładzie produkuje się największą część tytoniu w Polsce. Wytwarzano tam jedyne w kraju specjalne gatunki „Hercegovina” i „Pursican”, a także tytonie fajkowe oraz papierosy z bibułki verge – z ustnikiem i bez. Oprócz cygar i papierosów, fabryka produkowała nawet niedopałki, a równolegle działał także zakład papieru papierosowego.

W międzywojennej Polsce przedsiębiorcy szybko zrozumieli: tytoń to nie tylko przyjemność dla palaczy, ale i brzęcząca moneta w budżecie. Państwo postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce: 1 czerwca 1922 roku wprowadzono monopol tytoniowy. W ciągu dwóch lat wszystkie prywatne fabryki stały się państwowe lub zakończyły działalność. Popyt na wyroby tytoniowe rósł, podobnie jak apetyty rządu: wkrótce na mapie pojawiły się nowe zakłady: w Winnikach pod Lwowem, na Ochocie w Warszawie i w Zabołotowie w Małopolsce Wschodniej. Ludzie palili wówczas więcej niż kiedykolwiek: jeśli w 1925 roku na jednego mieszkańca przypadało 598 gramów tytoniu, to w 1930 roku – już prawie 700.

Rola przemysłu tytoniowego dla kraju

Fabryki otwierano jedna po drugiej: w Białymstoku, Bydgoszczy, Kowlu, Łodzi, Radomiu, Wilnie. Do 1928 roku Polski Monopol Tytoniowy produkował ponad 10 miliardów papierosów rocznie. Było to ogromne imperium ze składami, sklepami, punktami skupu, inspekcjami upraw, a nawet eksperymentalnymi warsztatami. W 1930 roku zatrudniało na stałe 13 000 osób, a kolejne 2000 sezonowo. Co ciekawe, pierwszeństwo w zatrudnieniu mieli weterani, wdowy i sieroty po poległych. Gwarancje socjalne były hojne, a podatki – surowe: połowa ceny paczki papierosów trafiała do skarbu państwa. Surowiec sprowadzano z Bułgarii, ZSRR, Turcji i Grecji, ponieważ krajowy tytoń nie był w stanie zaspokoić zapotrzebowania polskich fabryk.

Kroniki Dolnych Młynów

Krakowska fabryka tytoniu kontynuowała pracę także po II wojnie światowej. Jednak w 1945 roku wydarzyła się tragedia – wybuchł pożar. Spłonął główny budynek produkcyjny, uszkodzona została część zabudowań. Wszystko udało się jednak odbudować, uwzględniając nowoczesne jak na tamte czasy standardy przeciwpożarowe, z użyciem materiałów niepalnych i systemów wczesnego wykrywania ognia. W 1958 roku przedsiębiorstwo wznowiło działalność jako Krakowskie Zakłady Przemysłu Tytoniowego (KZPT), produkując „amerykańskie” papierosy. W 1973 roku podpisano umowę z „Philip Morris International” na produkcję „Marlboro”, a w 1996 roku amerykański gigant tytoniowy wykupił fabrykę od państwa. Ostatni papieros przy ulicy Dolnych Młynów zjechał z taśmy w 2002 roku – tuż przed przeniesieniem produkcji do nowego centrum w Czyżynach.

Nowe projekty i możliwości

Gdy Amerykanie zakończyli produkcję, teren nabyła hiszpańska firma „Immobilaria Camins” z planami budowy hotelu lub biurowców. Konserwatorzy zabytków powiedzieli „nie” wyburzeniom, jednak światowy kryzys zmusił Hiszpanów do zamrożenia projektu na kilka lat. I wtedy zdarzył się mały krakowski cud: Fundacja Tytano postanowiła ożywić budynki, ale kosztem restauracji, barów, kawiarni i pracowni artystycznych. Przemysłowe hale stały się sceną dla wydarzeń kulturalnych i społecznych, a wieczorami tętniły życiem, przyciągając tłumy mieszkańców i turystów na koktajle i piwo rzemieślnicze.

Od papierosów dla twierdzy do nocnych barów

Zdjęcie: wizualizacja przyszłego kompleksu przy ulicy Dolnych Młynów

Jednak na początku XXI wieku sytuacja po raz kolejny się zmieniła. Teren dawnej fabryki tytoniu w Krakowie zainteresował hiszpańskiego dewelopera „Immobilaria Camins”, który zaplanował tam budowę wielofunkcyjnego kompleksu. Według wstępnych prezentacji, projekt obejmował hotel, powierzchnie biurowe, apartamenty, lokale handlowe i tereny zielone, zintegrowane z zachowanymi historycznymi fasadami fabryki. Chodziło o stworzenie „miasta w mieście”, ale już nie w formie wolnej przestrzeni kreatywnej, lecz jako komercyjny obiekt klasy premium.

Projekt wywołał w Krakowie mieszane reakcje. Część mieszkańców i architektów poparła go, widząc szansę na odrestaurowanie zaniedbanych budynków i przyciągnięcie inwestycji. Inni krytykowali, obawiając się, że nowa zabudowa zniszczy atmosferę Tytano – miejsca, które stało się symbolem kultury alternatywnej – i przekształci przestrzeń w „kolejny luksusowy kwartał dla turystów i biznesu”. W latach 20. XXI wieku dyskusje wciąż trwały. Ale bez względu na ostateczną decyzję, wszyscy rozumieli, że powrotu do skali nowej Krakowskiej Fabryki Tytoniu już nie będzie. To już inna karta w historii miasta, którą zapiszą inne firmy.

Get in Touch

....... . Copyright © Partial use of materials is allowed in the presence of a hyperlink to us.