Pewnego razu we współczesnym świecie, który coraz bardziej pragnie ciepła, przytulności i emocji, narodził się pomysł, który wydaje się jednocześnie prosty i genialny: restauracje i kawiarnie ze zwierzętami. Na Bali, w restauracji „Tsavo Lion”, goście delektują się kolacją w towarzystwie lwów i tygrysów. Zwierzęta swobodnie poruszają się po lokalu, jednak odwiedzających chroni przezroczyste i wytrzymałe szkło. W Budapeszcie znajduje się prawdziwe „Zoo Cafe”, bardziej przypominające miniaturowe zoo: papugi, koty, jeże, węże, iguany, wiewiórki – współistnieje tam niewiarygodna liczba gatunków. Ten przykład postanowili wziąć za podstawę właściciele krakowskiej rodzinnej restauracji „Magillo” – Marcin i Edyta Klisiewicz. Ich lokal słynie nie tylko z egzotycznych zwierząt, ale także z kelnerów-robotów i pizzy, która trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa, pisze krakow-name.eu.
Kulinarne przygody dla całej rodziny

W świecie, gdzie beton i szkło coraz częściej zastępują las i pole, ludzie coraz bardziej dążą do kontaktu z żywą naturą. Właśnie dlatego kawiarnie i restauracje ze zwierzętami stały się oazami w miastach, gdzie można odetchnąć, posmakować jedzenia i dotknąć natury. Takich miejsc na świecie nie jest zbyt wiele, ale istnieją. W Tokio, wśród neonowych szyldów i tłumu, ukrywa się restauracja „Fukuro no Mise”, gdzie mieszkają sowy, które nie boją się ludzi, spokojnie pozwalają się fotografować, a nawet towarzyszą gościom przy stoliku w roli uważnego słuchacza. W Phnom Penh, stolicy Kambodży, nie głaszcze się puchatych zwierząt. Główne gwiazdy „Reptile Cafe” to zimnokrwiści przystojniacy: jaszczurki, węże, gekony.
W przytulnym zakątku Seulu znajduje się mała kawiarnia, gdzie odwiedzających witają wesołe i niespokojne szopy pracze, z którymi bardzo ciekawie jest się bawić. Natomiast w „Rabbitland Cafe” w Hongkongu królują urocze króliki, każdy ma swoje imię i niepowtarzalny charakter. W Kenii, na obrzeżach Nairobi, można znaleźć restaurację „Giraffe Manor”, która stała się schronieniem dla żyraf Rothschilda. Podczas śniadania nawet towarzyszą gościom – milczące, pełne wdzięku, niemal bajkowe. Wszystkie te miejsca cieszą się ogromną popularnością, ponieważ są żywymi przestrzeniami wzajemności, gdzie człowiek i zwierzę spotykają się na równych zasadach, bez barier, a wraz z filiżanką kawy otrzymuje się w prezencie prawdziwy cud.
Kuchnia wśród natury

W maju 1991 roku do listy niezwykłych miejsc na mapie restauracyjnej świata dołączyło krakowskie „Magillo”. Jednak to nie tylko restauracja, ale historia rodziny, która przez ponad 30 lat budowała świat, w którym dorośli delektowaliby się wykwintnymi smakami, a dzieci zanurzały się w prawdziwej bajce. Wszystko zaczęło się od marzenia, zainspirowanego podróżami, kulinarną pasją i pragnieniem stworzenia wyjątkowego miejsca. Swobodne wnętrza, stworzone z podróży do Dubaju, Afryki i Australii, opowiadają o geografii wspomnień Marcina i Edyty Klisiewicz.
Pani Edyta opowiedziała dziennikarzom, że stworzenie w restauracji świata zwierząt i robotów było pomysłem jej męża, który bardzo lubi nietradycyjne rozwiązania. Najciekawsze jest to, że początkowo wszystkie jego propozycje wydają się szalone, ale potem świetnie się sprawdzają i stają się hitem. Na początku rozkręcanie biznesu nie było łatwe, dzieci Klisiewiczów faktycznie rosły wśród zapachów kuchni, za barem i obok gości. Ale to właśnie to wspólne doświadczenie umocniło biznes i przekształciło restaurację w silną markę rodzinną, która nie tylko przetrwała czasy zmian, ale także zdołała zachować swoją oryginalność.
Magia smaku i dzikiej przyrody

Pani Edyta jest przekonana, że egzotyczne zwierzęta to nie tylko rozrywka dla gości, ale przede wszystkim – wielka odpowiedzialność, bo wymagają tresury, stałej uwagi i prawidłowej pielęgnacji. W restauracji jest krokodyl nilowy, który mieszka z rodziną od ponad 20 lat, różnokolorowe ary, iguany, kameleony, rybki, żółwie. Wiele dzieci przyciąga domek dla papug, gdzie można podziwiać wspaniałe ptaki z bliska. Przez długi czas gości witała małpa Leo, ale z biegiem lat stała się zbyt nieznośna dla życia restauracyjnego, więc trzeba było zrezygnować z jej „usług”.
Pod skrzydłami „Magillo”

Jednak nie tylko zwierzęta czynią tę restaurację wyjątkową. W czasach pandemii, gdy świat uczył się szukać innowacji we wszystkim, pojawiły się tam roboty-kelnerzy. Pomysł również przyszedł z podróży – widząc podobne rozwiązania za granicą, właściciele zdecydowali: to nie tylko wygodne, ale i zabawne. Roboty natychmiast podbiły serca gości, nie tylko sprawnie dostarczały dania do stołów, ale też śpiewały. Szczególnie wspaniale wykonywały „Happy Birthday” dla solenizantów, co zachwycało zarówno dzieci, jak i dorosłych. Gdy okres pandemii się zakończył, małżeństwo postanowiło nie rezygnować z robotów-kelnerów, ponieważ ta atrakcja przyciągnęła wielu odwiedzających.
Co do poczęstunku, to w centrum smaku, który stał się wizytówką restauracji, zawsze była pizza. Przekształciła się ona ze zwykłego dania w powód do dumy restauracji „Magillo” w Krakowie: stworzona na cienkim cieście, z starannie dobranych składników, bez jednej kropli sztucznych dodatków. Mimo miłości do włoskiej klasyki, kuchnia lokalu nie ogranicza się do pizzy, menu restauracji „Magillo” jest bardzo bogate. Wśród faworytów – soczyste kotlety schabowe, przygotowywane według autorskiego przepisu, który jest przekazywany jako rodzinna tajemnica. O naturalności się tu nie mówi – po prostu się jej przestrzega. I dotyczy to nie tylko menu dla dorosłych. Małym gościom oferowane są osobne dania, dostosowane do ich wieku i smaku. A żeby czas oczekiwania na zamówienie mijał szybko, każda dziecięca strona menu została zamieniona w kolorowankę.
Sukces pizzy z „Magillo”

Pizza jest dumą lokalu nie tylko ze względu na wyśmienity smak. To wypiek, który rozsławił krakowską restaurację „Magillo” na cały świat, gdy w 2006 roku trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa. Według właścicieli lokalu, wszystko zaczęło się jako awanturniczy pomysł: upiec pizzę i wysłać ją przez cały kontynent do hiszpańskiego miasteczka Majuro, pokonując ponad 2000 kilometrów. Ale w „Magillo” nie przywykli do ograniczeń. Stworzono specjalną ekipę, która miała dostarczyć ten okrągły symbol włoskiej kultury, starannie zapakowano, aby zachować smak. To nie była tylko dostawa, a gastronomiczna odyseja.
Odważna decyzja Marcina i Edyty Klisiewicz zwróciła uwagę Europy nie tylko na restaurację „Magillo”, ale także na polską gastronomię w ogóle. A do Księgi Rekordów Guinnessa ten wypiek wszedł jako najdłuższa dostawa pizzy na świecie. Cóż, krakowska restauracja udowodniła: nawet proste danie, jeśli są w nim ambicje i mistrzostwo, jest w stanie pokonać tysiące kilometrów i pozostawić ślad w historii.
Ukojenie z natury

Ta restauracja w Krakowie dawno już przekształciła się w coś znacznie więcej niż tylko miejsce na obiad czy kolację. Tam świętuje się życie we wszystkich jego przejawach: chrzciny, pierwszą komunię, urodziny, spotkania klasowe, przejście na emeryturę… W każdym święcie – ciepło, uwaga i szczerość. Zamówienia na wesela również przyjmują, ale tylko na kameralne, bo duże przyjęcia do rana są już dla właścicieli trudne do zorganizowania.
Marcin i Edyta Klisiewicz są bardzo zadowoleni, że ich dzieci przejęły inicjatywę i kontynuują rodzinną sprawę. Nawet wysunęli propozycję przekształcenia jednego piętra restauracji w plac zabaw dla dzieci, aby przyciągnąć jak najwięcej rodzin w ciągu tygodnia. I starsze pokolenie przyjęło ten pomysł, gdyż biorąc pod uwagę rosnące koszty życia i konkurencję, oryginalne rozwiązania nigdy nie są zbędne.
W gościnie u bajki

Panuje opinia, że sukces przychodzi do pracowitych. Ale jest on również częstym gościem u kreatywnych osób, gdy sprawa wymaga odwagi i fantazji. Właściciele restauracji „Magillo” postawili na oryginalność, gdy odważyli się przekształcić lokal w przestrzeń, gdzie przyszłość styka się z naturą, a technologie pokojowo współistnieją z dzikim światem. Odwiedzający mogą dotknąć starego krokodyla i jednocześnie otrzymać deser z rąk zrobotyzowanego kelnera. I właśnie ta harmonia między tym, co ludzkie, naturalne i technologiczne, sprawia, że restauracja „Magillo” jest nie tylko lokalem gastronomicznym, ale prawdziwym teatrem wrażeń.
Według właścicieli, największą nagrodą dla nich – nie są certyfikaty i wyróżnienia, których nazbierało się sporo. Ale radość i zachwyt w oczach dzieci, które nazywają „Magillo” najpiękniejszym miejscem na świecie. To jest dla Marcina i Edyty Klisiewicz dowodem na to, że udało im się zrealizować swoje marzenie – stworzyć nie tylko biznes, ale miejsce, gdzie magia dzieciństwa mieszka obok dorosłych wspomnień. Miejsce, do którego chce się wracać znowu i znowu.
