Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wiele nawyków konsumenckich podyktowanych było biedą lub logiką codziennego życia. W XXI wieku znaczna ich część stała się modnym trendem dla osób świadomych ekologicznie. Wśród popularnych tematów króluje „zero waste” (zero odpadów), którego główna idea polega na pozostawianiu po sobie jak najmniejszej ilości śmieci. Na te wymagania zaczęli orientować się również współcześni przedsiębiorcy w Europie, w tym w Polsce, pisze krakow-name.eu.
We współczesnym Krakowie znajdziemy ekologiczny sklep na ulicy Krakowskiej, na ulicy Krupniczej, a wielu mieszkańcom znane są też sklepy eko w dzielnicach Nowa Huta i Ruczaj. Na produkty gwarantujące zero odpadów postawiła również Kasia Bielawska, właścicielka sklepu „Zamiast”, mieszczącego się na Bronowicach. Praktyka dowiodła, że podjęła słuszną decyzję.
Początki bezodpadowej historii

Warto wspomnieć, że ruch „zero waste” narodził się na Zachodzie pod koniec lat 90. XX wieku. Mówił o 5 podstawowych zasadach: odmawiać produktów szkodliwych dla natury, kupować rzeczy wielokrotnego użytku, dawać drugie życie starym przedmiotom, segregować śmieci i kompostować odpady organiczne. W Polsce sytuacja była wtedy niejednoznaczna. Po długich latach deficytu ludzie nagle zyskali możliwość kupowania, czego tylko zapragną. Cały kraj pogrążył się w zakupowym szaleństwie, nabywając różnorodne europejskie towary w pięknych opakowaniach. W rezultacie góry śmieci zaczęły rosnąć w katastrofalnym tempie. A alarmujące apele w czasopismach, jak na przykład w „Zielonych Brygadach”, o zagrożeniu dla Ziemi, pozostawały niemal niezauważone.
O ile wcześniej krakowianki chętnie korzystały z koszyków na zakupy, to potem błyskawicznie zastąpiły je pięknymi i kolorowymi torbami foliowymi. Nawiasem mówiąc, współcześni Polacy takie wyroby nazywają „siatkami”, „foliówkami” i „zrywkami”. Pierwsze torebki to były „reklamówki”. Najbardziej ceniono te z logo Pewex, Hugo Boss, Levi’s, Baltona, Duty Free, Aldi. Ostrożnie je prano i pieczołowicie przechowywano, ponieważ trafiały w ręce rzadko.
Sklep małych kroków

Jak mówi Kasia Bielawska, właścicielka sklepu „Zamiast”, idea „zero waste” pochłonęła ją, gdy uświadomiła sobie, ile śmieci ludzie wyrzucają każdego dnia. Impulsem były narodziny pierwszego dziecka, którego skóra reagowała wrażliwie na liczne podrażnienia. Oznaczało to, że większość artykułów dla niemowląt zawierała szkodliwe substancje chemiczne. Następnie pani Bielawska zwróciła uwagę, że w domu gromadziło się tyle śmieci, że trzeba było je wyrzucać trzy razy dziennie. Wtedy narodziła się decyzja, by wszystko zmienić.
Zaczęła od własnej rodziny. Pierwszym krokiem były pieluchy wielorazowe. Następnie – termos na wodę, który można myć i ponownie napełniać, oraz bardzo lekkie i wygodne bambusowe sztućce. Z czasem zaczęła zawijać kanapki dla dzieci do szkoły w woskowijkę – cienką bawełnę pokrytą woskiem pszczelim lub sojowym, czasem z dodatkiem oleju dla miękkości. Można ją prać i używać wielokrotnie. Folie pani Kasi mają nawet różne wzory, dzięki czemu dzieci mogą wybierać te, które najbardziej im się podobają.
Pani Bielawska zastąpiła też plastikowe torby na zakupy estetycznymi torbami z tkaniny. Nie zajmują dużo miejsca w torebce, a łatwo je uprać. Tak stopniowo, krok po kroku, każda zmiana w gospodarstwie domowym zmniejszała ilość śmieci i odkrywała nowe, ciekawe lifehacki. Kiedy doświadczenia było już dużo, postanowiła podzielić się nim z mieszkańcami Krakowa za pomocą towarów we własnym sklepie.
Zapomniana historia polskiej oszczędności

Co ciekawe, zasady ograniczania ilości odpadów były Polakom doskonale znane już na początku XX wieku. Pisarka Wanda Haberkant w zbiorze opowiadań „Śmietnik”, wydanym w 1908 roku, zaznaczała, że śmieci mogą być przydatne. Opisywała, jak kupcy odsyłali stare papiery do papierni, szkło – do hut szkła, a żelazo – do zakładów metalurgicznych. Tam wszystko było przetwarzane, a odpady zyskiwały drugie życie. W 1939 roku popularny był plakat: „Obywatelu! Niemcy dawno zrozumieli, że wielki i potężny jest ten kraj, gdzie nic nie ginie marnie: żelastwo, szkiełka, stare szmaty czy papier. Oni to zbierają, a my, importując, płacimy im za to olbrzymie pieniądze”.
W latach 30. XX wieku w Krakowie popularne stało się zbieranie makulatury, szkła i metalu, finansowane przez Fundusz Obrony Narodowej. Ciężarówki Polskiego Białego Krzyża kursowały niemal codziennie: za makulaturę kupowano książki do klubów żołnierskich. W magazynie „Przekrój” z 1965 roku opisywano wymianę dla mieszkańców: za kilogram makulatury – rolka papieru toaletowego. A akcje typu „Książka za makulaturę”, prowadzone przez drugi kanał telewizji, pozwalały wymienić stary papier na bon na dzieła Adama Mickiewicza.
W latach 50. wszyscy Polacy aktywnie zbierali złom na budowę warszawskiego metra. Wiele butelek można było wtedy oddać do skupu – od mlecznych po wódczane. A po II wojnie światowej ubrania szyto z obrusów, firanek, a nawet ze spadochronów, znalezionych w magazynach. Wymuszała to bieda, ale zdarzały się i inne opinie. Na przykład w magazynie „Moda i Życie Praktyczne” pisano, że „modnisie są skłonne zamawiać takie nowe suknie, żeby wyglądały, jakby były przerobione”.
Małe zmiany – duże rezultaty

O tych niuansach pani Bielawska słyszała od starszych krewnych i klientek sklepu. Jej zdaniem, życie bezodpadowe nie może być ciężarem, bo kiedy coś zbytnio obciąża ludzi, rezygnują z tego. Dlatego zmiany muszą być stopniowe. Gdy pewne rozwiązania radykalnie nie pasują, zawsze można poszukać alternatywy. Na przykład, w swoim sklepie oferuje klientom ekologiczne mydło i szampon w kostkach, które wygodnie jest zabrać ze sobą.
Są lekkie, wydajne, bez toksycznych dodatków, zapakowane w karton lub aluminium. Są też inne, proste w użyciu rzeczy, które czynią życie komfortowym: maszynki do golenia wielokrotnego użytku dla kobiet i mężczyzn, szczoteczki do zębów z bambusa, pasta do zębów w szklanych słoikach, drewniane szczotki, lniane gąbki, składane filiżanki do kawy, flanelowe ręczniki w różnych kolorach i wzorach. Pani Kasia robi wszystko, by towary były dostępne cenowo dla każdego.
Od uczniów po starszych krakowian

Właścicielka sklepu zdradziła dziennikarzom, że po otwarciu placówki była bardzo zaskoczona klientami. Spodziewała się, że będą to głównie ludzie w jej wieku lub młodsi, ponieważ młodzież zazwyczaj jest bardziej świadoma. Jednak większość kupujących stanowili mieszkańcy w wieku od 50 do 70 lat, dla których takie wyroby były już znane i naturalne. Później zaczęły przychodzić również młode mamy, które dążyły do karmienia dzieci zdrową żywnością, bez szkodliwych dodatków.
Początkowo klienci długo uczyli się odmawiać plastiku. Nie od razu zapamiętali, że trzeba przynosić własne słoiki, do których w sklepie przelewano płyn do mycia naczyń, przesypywano proszek do prania z dużych opakowań, przekładano produkty. Idea przynoszenia własnych pojemników stopniowo się przyjęła. Pani Kasia wprowadziła nawet zniżki dla kupujących z własnym opakowaniem, ale ludziom podobało się już samo to, że nie trzeba płacić za opakowanie. Kupujący dzielili się z nią nawet tym, że dzięki nowemu podejściu do zakupów, w domu było znacznie mniej śmieci.
Gdy nawyk staje się radością

Zdaniem pani Bielawskiej, takie zmiany zmuszają każdego, by na chwilę się zatrzymał i pomyślał, co jest w życiu naprawdę ważne. Większość ludzi zawsze się gdzieś spieszy i robi „jak szybciej”, a nie „jak lepiej”. Wśród jej kupujących jest wielu świadomych klientów, którzy chętnie dbają o życie bezodpadowe i zmieniają swoje nawyki. Wielu jest też takich, którzy weszli do sklepu przypadkiem, kupili towar, a potem wracali. Według właścicielki, gdy ludzie widzą, że zakupy są przyjemne i wygodne, szybko przyzwyczajają się do takich rzeczy.
Takie nowoczesne sklepy, jak „Zamiast”, czynią Kraków miastem nie tylko turystów i kawiarni, ale i wielkiej odpowiedzialności. Dowodzą, że małe kroki i świadomy wybór są w stanie zmieniać życie na lepsze. I to życie nie tylko osobiste, ale i społeczne. Krakowiacy powoli uczą się doceniać proste rzeczy, dbać o naturę i robią to z radością. W tym sukcesie tkwi najważniejszy sekret: zmiany zaczynają się nie od słów czy haseł, lecz od małych działań w codziennym życiu.
