Choć Kraków kojarzy się przede wszystkim z zabytkami, gotyckimi kościołami i bajeczną Starówką, w upalne letnie dni mieszkańcy szukają nie tylko wrażeń kulturalnych, ale też ochłody nad wodą. Miejscowe strefy wypoczynku to nie morze, lecz stawy, jeziora i zalewy, gdzie w weekendy trudno o wolne miejsce. Jedną z takich miejskich oaz, która może okazać się nieoczekiwanym odkryciem dla turystów, jest Zalew Nowohucki, położony w jednej z krakowskich dzielnic, jak donosi krakow-name.eu.
Jak robotnicze miasto zyskało własne „morze”?

Historia zalewu nowohuckiego jest echem ambitnego socjalistycznego projektu, którego celem było stworzenie „idealnego miasta dla robotników”. W latach 50. XX wieku, gdy Nowa Huta powstawała jako odrębne centrum przemysłowe z symbolicznym akcentem na hutnictwo, pojawiła się potrzeba stworzenia miejsc do wypoczynku dla pracowników. Pomysł, by dać ludziom przestrzeń, w której mogliby uciec od fabrycznego zgiełku i poczuć oddech natury, zrodził się w głowach ówczesnych władz Krakowa i Nowej Huty.
Zadania podjął się utalentowany architekt Józef Lewicki, który miał wiele ciekawych pomysłów na stworzenie zielonej perły pośród betonowej pustyni. W ciągu dwóch lat intensywnej pracy entuzjaści wykopali ogromny zbiornik, uporządkowali brzegi i posadzili drzewa. Powstała też plaża i promenada, gdzie można było wygodnie spędzić czas z rodziną lub znajomymi. W latach 60. takie rozwiązanie było prawdziwym przełomem, co od razu docenili mieszkańcy.
Projekt z wodą

I tak zamiast szarości i pustki powstała prawdziwa strefa wypoczynku, która przez dziesięciolecia przyciągała krakowian i gości z zewnątrz. Zalew Nowohucki stał się magnesem, który przyciągał robotników, studentów i rodziny z dziećmi, pragnących uciec od miejskiego zgiełku. Zbiornik wykorzystywano nie tylko do spacerów, ale też do treningów sportowych, zawodów kajakarskich, a zimą do jazdy na łyżwach.
W latach 90. Zalew Nowohucki, podobnie jak cała dzielnica, przeżywał trudne czasy. Wraz z upadkiem ustroju socjalistycznego większość miejskich projektów straciła zainteresowanie władz, a zielone tereny zostały zaniedbane. Niegdyś kwitnąca oaza zmieniła się w zapomniane miejsce z zarośniętymi brzegami i zrujnowanymi promenadami. Woda stała się mętna, śmieci piętrzyły się, co sprawiło, że mieszkańcy zapomnieli o swoim ulubionym miejscu odpoczynku.
Jednak na początku 2000 roku sytuacja diametralnie się zmieniła. Lokalne władze, wspólnie z aktywistami organizacji pozarządowych, podjęły się odnowy zalewu. Rozpoczęto na szeroką skalę renowację: oczyszczono zbiornik, odbudowano brzegi, urządzono nowe ścieżki spacerowe i place zabaw. Park wokół Zalewu Nowohuckiego stał się zadbanym i komfortowym zakątkiem do spędzania wolnego czasu.
Gdy naturę tworzyły koparki

Ten akwen nie powstał w próżni. Na długo przed tym, jak nad Nową Hutą pojawił się dym z kominów metalurgicznego giganta, obszar, na którym dziś pluska Zalew Nowohucki, tętnił zupełnie innym, spokojnym i miarowym życiem. Nie było tu hałasu samochodów, stukotu tramwajów, ani miejskiego zgiełku – tylko pola, łąki, sady i wiekowe wsie z drewnianymi chatami, zapachem świeżo pieczonego chleba i głosami dobiegającymi z okien, niczym pieśń. Ten zakątek był typową częścią wiejskiej Małopolski – żyznej, zielonej i głęboko zakorzenionej w tradycji. Wśród najsłynniejszych osad, które istniały w tym miejscu, były Mogiła, Pleszów, Kruszowiec. Mogiła, co ciekawe, to nie tylko wieś, ale i miejsce o znaczeniu duchowym, gdzie w XIII wieku stał klasztor Cystersów – jedna z najstarszych świątyń religijnych w regionie. Pola uprawiano ręcznie, wozy skrzypiały na wąskich wiejskich drogach, a dookoła panowała taka cisza, jakiej na próżno szukać w mieście.
Jednak wszystko zmieniło się pod koniec lat 40., gdy nowe polskie władze ogłosiły budowę „miasta przyszłości” – Nowej Huty. Miało ono być wzorem socjalistycznego marzenia: potężny kombinat metalurgiczny, szerokie ulice, osiedla, parki i centra kultury. I na ziemiach, gdzie pasły się krowy i stały stogi siana, zaczęły pracować koparki, dudnić dźwigi, a wsie znikać w niepamięć. Teren, który przeznaczono pod zalew, częściowo leżał w naturalnej niecce, dlatego właśnie wybrano go pod przyszły zbiornik. W tym kontraście kryje się całe piękno zalewu. Znajduje się on na granicy epok: między starą, wiejską Polską a modernistyczną, betonową Nową Hutą.
Znani i nieznani mieszkańcy zalewu

Co ciekawe, mimo nienaturalnego pochodzenia, to miejsce szybko stało się domem dla dziesiątek gatunków ptaków i ryb, w tym niektórych rzadkich lub objętych ochroną. Wśród ptaków, które na stałe zagościły na wodzie, są perkozy, łyski, krzyżówki, a nawet łabędzie, które uważa się już za prawdziwy symbol tego miejsca. Czasem na wodzie można zobaczyć czaplę siwą, a nawet nurogęś – rzadkiego ptaka, który od czasu do czasu zagląda w te strony. Dzięki rozległym zaroślom i spokojnej tafli wody ptaki chętnie gniazdują, nawet pomimo bliskości infrastruktury miejskiej.
Nie mniej ciekawe jest podwodne życie. Zalew przyciąga wędkarzy, ponieważ można złowić szczupaka, karpia, okonia lub leszcza. Czasami w wodach zbiornika spotyka się też piskorza – rzadką rybę, wpisaną do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt. Jej obecność świadczy o tym, że stan ekologiczny zalewu jest na wysokim poziomie. Warto wiedzieć, że w Zalewie Nowohuckim nie każdy może wędkować. Znajduje się on pod nadzorem Polskiego Związku Wędkarskiego, więc do legalnego łowienia potrzebne jest odpowiednie zezwolenie.
Tajemnice wielkiej wody

Zalew Nowohucki to nie tylko miejska plaża i zielona strefa, ale też miejsce owiane miejskimi legendami, które dodają mu uroku i tajemniczości. Jedna z najsłynniejszych opowiada o migoczących światełkach, które od czasu do czasu tańczą nad powierzchnią wody o zmierzchu. Mieszkańcy nazywają je duchami Nowej Huty – małymi strażnikami, którzy czuwają nad spokojem i porządkiem w tym zakątku miasta. Chociaż naukowcy wyjaśniają to naturalną poświatą lub odbiciami lamp, dla tych, którzy lubią magię i zagadkowe historie, to prawdziwy łyk mistycyzmu pośrodku betonowej dżungli.
Jeszcze więcej intrygi dodaje opowieść o starym, podziemnym tunelu, który rzekomo kiedyś prowadził od fabrycznych hal prosto do zalewu. Według legendy, korzystano z niego do tajnych przewozów – być może nawet do przemytu. Choć brzmi to jak fabuła kryminału, historia „krąży” wśród ludzi i wzmacnia tajemniczą atmosferę miejsca.
Współczesne atrakcje Zalewu Nowohuckiego

W XXI wieku ten zakątek stał się prawdziwą perłą miejskiego wypoczynku, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Plaża z czystym piaskiem i chłodna woda tworzą idealne warunki do kąpieli i opalania. Miłośnicy aktywnego wypoczynku mogą popływać na kajakach, powędkować lub pospacerować malowniczymi alejkami, podziwiając widoki i oddychając świeżym powietrzem. Dla rodzin z dziećmi przygotowano place zabaw i zielone polany piknikowe, gdzie można zorganizować wspaniałą zabawę na łonie natury. A wieczorem brzegi zalewu zmieniają się w romantyczną strefę z miękkim światłem latarni i cichym pluskiem wody – idealną na spacer dla zakochanych par.
I co najważniejsze – jest to miejsce, w którym spotykają się różne pokolenia i nastroje. Zawsze jest tam gwarno i wesoło, ale jednocześnie można znaleźć zakątek ciszy i spokoju. Zalew Nowohucki jest jak haust świeżego powietrza pośrodku betonowej dżungli Krakowa, gdzie każdy może się zresetować i naładować energią. To także miejsce relaksu dla tych, którzy cenią historie ukryte za fasadą codzienności i szukają odrobiny mistycyzmu w przestrzeni miejskiej. Krakowianie zapewniają, że nawet tych, którzy nie wierzą w duchy wody i tajemnicze tunele, atmosfera tego miejsca nie pozostawia obojętnymi. I tym słowom warto wierzyć.
