W XXI wieku problemy ekologiczne stały się globalnym wyzwaniem, a każde państwo radzi sobie z nimi na swój sposób. Szczególnie dotkliwie odczuła je Polska, która odziedziczyła skutki radzieckiej gospodarki: przestarzałe zakłady przemysłowe, zanieczyszczone rzeki i toksyczne odpady, które przez dziesięciolecia gromadzono bez odpowiedniej kontroli. W lipcu 2018 roku krakowscy dziennikarze podnieśli alarm: w dzielnicy Nowa Huta tyka bomba ekologiczna! Okazało się, że największy producent stali w kraju – ArcelorMittal Poland – odprowadza ścieki do osadników, w których przez lata gromadziły się cynk, rtęć, ołów i inne metale ciężkie. Rozpoczęto kontrole, których wyniki nie wszystkich wtedy usatysfakcjonowały. Latem 2025 roku dziennikarze postanowili powrócić do tej sprawy, pisze krakow-name.eu.
Toksyczny cień Nowej Huty

Warto wspomnieć, że ArcelorMittal Poland ma liczne oddziały w całym kraju; oprócz Krakowa, filie w Dąbrowie Górniczej i Zdzieszowicach zapewniają efektywne zarządzanie produkcją stali i odpadami. Teren osadników w pobliżu Nowej Huty, który zainteresował dziennikarzy w 2018 roku, obejmował wówczas 180 hektarów. Mieszkańcy opowiadali, że po ulewnych deszczach cały szlam powoli spływał do Wisły. Mieszkańców niepokoiło to, że nikt nie wie, ile trucizny trafiło już do rzeki. Tymczasem przedstawiciele ArcelorMittal zapewniali, że sytuacja jest pod kontrolą, a urzędnicy ds. ochrony środowiska w ogóle nie widzieli problemu.
Dziennikarze z Krakowa przeprowadzili własne śledztwo i przekazali próbki zanieczyszczeń do analizy doświadczonym specjalistom. Naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej (AGH) i Uniwersytetu Jagiellońskiego potwierdzili: stężenie metali ciężkich w tych odpadach jest niezwykle wysokie. Główne miejsce składowania odpadów z krakowskiej huty znajdowało się wówczas w pobliżu ulicy Dymarek. Miejsce to dziennikarze nazwali rdzawymi jeziorami Nowej Huty. Po ujawnieniu tych informacji przedstawiciele przedsiębiorstwa ponownie zapewnili opinię publiczną, że przechowują odpady zawierające żelazo i popioły w specjalnych osadnikach, więc nie ma powodów do niepokoju.
Przyczyny i skutki

Profesor Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, dr hab. inż. Maciej Gliniak, wyjaśnił wówczas, że składowisko w pobliżu ulicy Dymarek powstało już w 1952 roku na potrzeby ówczesnej Huty im. Lenina. Później obiekt należał do Huty im. Tadeusza Sendzimira, a następnie do ArcelorMittal Poland. Profesor, który kierował laboratorium analiz fizykochemicznych i mikrobiologicznych odpadów, potwierdził, że odpady z huty przez długi czas były składowane właśnie na tym wysypisku.
Niezależne badania odpadów przeprowadzili naukowcy z AGH pod kierownictwem profesora i hydrogeologa, dr. hab. inż. Mariusza Czopa. Specjaliści pracowali w maju i czerwcu 2018 roku, pobierając próbki z warstwy powierzchniowej, wśród których znaleziono czarny, ceglastoczerwony i szaroczerwony osad. Wyniki badań laboratoryjnych wykazały, że odpady zawierają bardzo wysokie stężenia cynku, ołowiu i manganu, a także innych pierwiastków chemicznych szkodliwych dla ludzi i środowiska. Nie zabijają one natychmiast, ale kumulują się w organizmie, powodując szeroki wachlarz chorób: od sercowo-naczyniowych i wątrobowych, po nerkowe, choroby krwi, układu nerwowego i kostno-stawowego, a także nowotwory.
W raporcie badawczym profesor Czop podkreślił, że z powodu drobnoziarnistej struktury odpadów i braku odpowiednich środków zapobiegających pyleniu, toksyczne substancje mogą rozprzestrzeniać się wokół składowiska, stwarzając poważne ryzyko dla zdrowia mieszkańców. Dodał, że w pobliżu ulicy Dymarek znajdują się pola uprawne, które przez dziesięciolecia mogły być narażone na działanie zanieczyszczeń. Zdaniem naukowca, cały obszar wokół krakowskiej huty znajdował się w strefie opadu pyłu metalicznego z zakładu i jego składowisk. Wyniki badań naukowcy przekazali Radzie Miasta Krakowa.
Wisła w niebezpieczeństwie

Dziennikarze zapytali, czy składowisko to miało wpływ na stan Wisły. Zaproszony do śledztwa naukowiec z AGH, dr hab. inż. Maciej Gliniak, potwierdził: tak, miało. Wody technologiczne ze składowiska były zrzucane do basenu portowego połączonego z Wisłą, a następnie bezpośrednio do rzeki. W wodzie wykryto wysokie stężenia związków azotu, chlorków, bromków oraz znaczne ilości rtęci. Mimo że zgodnie z wszelkimi przepisami i normami w XXI wieku takich ścieków, zwłaszcza z substancjami wysokotoksycznymi, nie można odprowadzać do rzeki bez oczyszczenia. O tym, że sytuacja wymaga zmian – od dużych przedsiębiorstw po szczebel miejski – zaczęli mówić wszyscy.
Jednak przedstawiciele zakładu wciąż obstawali przy swoim stanowisku. Argumentowali, że firma działa zgodnie z prawem i obowiązującymi pozwoleniami. Twierdzili, że ArcelorMittal Poland w Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej i Krakowie aktywnie pracuje nad modernizacją składowisk i kontrolą odpadów, przestrzegając krajowych standardów ekologicznych. Co więcej, zapewniali, że wszystkie oddziały ArcelorMittal Poland, w tym filia w Zdzieszowicach i Distribution Solutions Poland, przestrzegają pozwoleń zintegrowanych i procedur zarządzania odpadami.
Wówczas do badań włączyli się również pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Krakowie, którzy oceniali wpływ odcieków ze składowiska na wody powierzchniowe, w tym rzeki. Badania wykazały, że – z wyjątkiem jednej próbki, w której zawartość potasu przekraczała limity – normy nie zostały naruszone. Eksperci doszli jednak do wniosku, że problem ma znacznie szerszy zasięg, niż początkowo sądzono.
Hutnictwo a zanieczyszczenie środowiska

Dr hab. inż. Mariusz Czop przedstawiał opinii publicznej w Krakowie rzeczowe wyjaśnienia. Podkreślił, że skomplikowana sytuacja ekologiczna w Nowej Hucie nie ogranicza się do kompleksu składowisk przy ulicy Dymarek. Według niego, w całej Polsce tereny zanieczyszczone w wyniku długotrwałej działalności przemysłowej, sięgającej czasów PRL, mogą obejmować około 8000 km². I chociaż dane te pochodzą z 2012 roku, wciąż obrazowały skalę problemu. Naukowiec zaznaczył, że wszystkie składowiska i potencjalnie zanieczyszczone obszary powinny zostać poddane szczegółowym badaniom i zabezpieczone, aby nie stanowiły zagrożenia dla ludzi i środowiska. Mimo wszelkich starań, w 2018 roku dziennikarze i naukowcy nie otrzymali żadnych informacji o planach ArcelorMittal Poland dotyczących właściwej rekultywacji i odnowy tych terenów.
Stalowy pył i woda

Kiedy dziennikarze powrócili do tego problemu latem 2025 roku, odpowiedź kierownictwa zakładu była niezmienna: składowiska nie mają negatywnego wpływu na środowisko. Wnioski te poparto dokumentami opartymi na kontrolach, w tym inspekcjach w zakładzie w Krakowie. Administracja przedstawiła również dokumenty, z których wynikało, że wszystkie składowiska są stale modernizowane: nasypy, komory przelewowe, kładki, rurociągi, systemy drenażowe i inne elementy są utrzymywane w należytym stanie. Ostatni raz Wojewódzki Inspektorat sprawdzał wszystkie obiekty ArcelorMittal w Nowej Hucie w listopadzie i grudniu 2024 roku. Próbek do badań jednak nie pobrano, a ocenę przeprowadzono wizualnie, stwierdzając, że nie ma naruszeń przepisów o ochronie środowiska.
Na ile można ufać takiej kontroli – to pytanie retoryczne. Mimo to, wszelkie próby dziennikarzy, by dotrzeć do prawdy, rozbijały się o twarde, poparte liczbami dokumenty. ArcelorMittal Poland po raz kolejny dowodził, że składowiska przy ulicy Dymarek nie zawierają odpadów niebezpiecznych w rozumieniu Ustawy o odpadach. Osadniki sklasyfikowano jako składowiska odpadów innych niż niebezpieczne i obojętne. Firma wyjaśniła, że eksploatacja prowadzona jest zgodnie z pozwoleniami zintegrowanymi i instrukcjami zarządzania składowiskami. Co więcej, zakład zamierzał nawet zamknąć składowisko odpadów zawierających żelazo, które było nieużywane od 2019 roku, aby zmniejszyć ryzyko dla ludności.
Kto ochroni środowisko?

Jednak pewien rezultat medialnego rozgłosu został osiągnięty. W 2021 roku przedstawiciele ArcelorMittal podpisali umowę z AGH w Krakowie o współpracy w zakresie gospodarczego wykorzystania odpadów zawierających żelazo. Propozycja, by eksperci uniwersytetu poszukiwali finansowania na badania pilotażowe rozwiązań technologicznych, które pozwolą zarządzać odpadami w sposób opłacalny ekonomicznie i bezpieczny dla środowiska, zadowoliła obie strony. Pierwszym sukcesem w próbie zmiany sytuacji było rozwiązanie problemu składowiska w Pleszowie, gdzie przechowywano głównie żużel. Firma ArcelorMittal zapewniała, że nie składowała tam odpadów od 2016 roku, w związku z czym wyraziła zgodę na jego likwidację. Z terenu udało się wywieźć ponad 30 milionów ton zgromadzonych materiałów. Główny Instytut Górnictwa opracował koncepcję zamknięcia obiektu poprzez rekultywację. Po zakończeniu procesu i oficjalnym zamknięciu składowiska planuje się jego przejście w fazę poeksploatacyjną, z obowiązkiem monitoringu przez kolejne 30 lat.
Wszystkie te przypadki potwierdzają: nawet największe korporacje nie zawsze są w stanie samodzielnie zagwarantować bezpieczeństwa środowiska i zdrowia ludzi. Dlatego kontrola ze strony społeczeństwa, dziennikarzy i niezależnych naukowców staje się nie tylko pożądana, ale wręcz niezbędna. To właśnie publiczna czujność zmusza wielkie przedsiębiorstwa do odpowiedzialnego podejścia do składowisk, modernizacji gospodarki odpadami i ochrony rzek, gleby oraz powietrza. W Nowej Hucie, gdzie toksyczne odpady hutnicze przez lata gromadziły się w pobliżu osiedli mieszkaniowych, dzięki niezależnym badaniom i śledztwom dziennikarskim problemu nie udało się dłużej ukrywać. Ta interwencja stała się przypomnieniem dla wszystkich: przyroda i zdrowie ludzi nie mogą czekać, aż firmy znajdą dogodny moment. W XXI wieku nadzór społeczny stał się niemal jedynym gwarantem, że przemysłowi giganci nie zostawią po sobie zatrutej ziemi i wody. A z tego doświadczenia krakowian warto czerpać naukę.
